Ministerstwo Edukacji Narodowej robi rewolucję w podstawie programowej nauczania historii. Uczniowie czwartej klasy nie będą się uczyli o starożytnej Grecji i Rzymie tylko o żołnierzach wyklętych.

Resort edukacji zadecydował, że w podręcznikach będzie wyłącznie historia Polski i zero historii powszechnej.
Jest to niesłychanie groźna i zasadnicza zmiana. Zamykanie się na swojej historii i gloryfikowanie jej dziejów to po prostu jej zakłamane. Bo Polska nie jest samotną wyspą na świecie, a historia nie jest bajką o smoku wawelskim.


W podręcznikach jest pełno historii słynnych Polaków: Mieszka I, Marii Skłodowskiej-Curie, Jana Pawła II, Piłsudskiego. Niestety opowieści o nich są infantylne i mocno podkoloryzowane. Przykład? Przy okazji Piłsudskiego czwartoklasiści przeczytają w podręczniku takie kwiatki: „Dumni ze swojego państwa Polacy nie szczędzili trudu i wyrzeczeń, by uczynić je bogatym i silnym”.


Nowy program i formułę przedstawiania historii w oparciu o panteon wybitnych postaci już skrytykowała m.in. Rada Naukowa Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego: „Historia nie jest zbiorem patriotycznych epizodów ani galerią bohaterów. Pomijanie postaci kontrowersyjnych i ocenianych negatywnie wypacza obraz dziejów” – napisali naukowcy


Nauczyciele, Anna Dzierzgowska i dr Paweł Laskowski podkreślają kluczowa sprawę: „O tym, jak niewychowawcze - i jak sprzeczne z zasadą wychowywania w duchu pokoju - jest bezrefleksyjne wpajanie szczególnego podziwu dla żołnierzy, chyba nie trzeba przekonywać”.
Jacek Staniszewski, nauczyciel historii z Warszawy, współautor bloga Doklasy.pl zwraca uwagę na zasadnicze błędy w podręcznikach. W jednym z nich jest zdjęcie są dzieci przebranych za żołnierzy, z bronią w ręku. W dodatku - podkreśla Staniszewski - fotografia jest błędnie podpisana: z podpisu wynika, że to „żołnierze wyklęci”, choć dzieci trzymają herb z napisem Czata 49, a ten oddział walczył w Powstaniu Warszawskim.


Pozostaje liczyć tylko na to, że sami nauczyciele historii wykażą się większą odpowiedzialnością za swoich uczniów niż urzędnicy MEN i propagandyści z PiS, którzy za wszelką cenę chcą ukształtować kolejne pokolenie na własną modłę.