28 kwietnia w warszawskim kinie „Luna” ruszyła machina Best OFF-u – konkursu na najlepszy film niezależny ubiegłego roku. Nie zabrakło na nim twórców, miłośników kina i oczywiście dużych emocji.

Na festiwalu można było zobaczyć trzy dokumenty: „Naukę” w reżyserii Emi Buchwald, „Więzi” Zofii Kowalewskiej, „Ślimaki” Grzegorza Szczepaniaka, dwie fabuły: „Oczy mojego ojca” Bartosza Blaschke, „Apokalipsę” Justyny Mytnik oraz animację Artura Hanaja pt. „Zaczyn”.

Wydarzenie rozpoczęła projekcja konkursowych filmów. Ich układ nie był przypadkowy. Organizatorzy postarali się, żeby nie zanudzić widza i dostarczyć mu skrajnych emocji. Filmy na przemian bawiły, trwożyły i wzruszały, począwszy od bawiącej, ale i refleksyjnej „Nauki”, przez dramatyczne „Oczy mojego ojca” czy „Apokalipsę”, po „Ślimaki”, na których publiczność znowu pękała ze śmiechu.

Ciężka praca popłaca.

Po seansie przyszła pora na dyskusję z twórcami filmów. Niestety zabrakło wśród nich Zosi Kowalewskiej, która była w tym czasie na festiwalu w Toronto. Spotkanie prowadziła Kaja Klimek znana m. in. z programu „Weekendowy Magazyn Filmowy”. Twórcy opowiedzieli o kulisach swojej pracy nad filmem, o tym skąd czerpali inspiracje i jak sami oceniają efekt końcowy. Emi Buchwald, autorka filmu „Nauka” podzieliła się z nami trudnościami, z jakimi na swojej drodze spotyka się dokumentalista: - Musiałam w każdej szkole robić prezentację na swój temat i opowiadać ze szczegółami o moim projekcie, żeby być dla tych ludzi wiarygodną. Trafiła na szczęście na grupę otwartych ludzi, którzy wpuścili ją do swoich domów i na nauczycieli, którzy nie mieli oporów, by kamera towarzyszyła im podczas lekcji. Z kolei Grzegorz Szczepaniak – autor dokumentu o zdeterminowanych, żądnych sukcesu hodowcach ślimaków, zdradził słuchaczom, ile czasu zajmuje nakręcenie takiego materiału. Ten śmieszny, lekki i przyjemny film o skorupiakach potrzebował aż dwóch lat na realizację! Dwa sezony kręcenia dla trzydziestu minut zabawy – to się nazywa determinacja. A wszystko to niezwykle się opłaciło. Autorzy „Ślimaków” mogą cieszyć się teraz nagrodami i uznaniem środowiska filmowego, a bohaterowie filmu, mieszkańcy podwarszawskiego Józefowa – znani lokalni biznesmeni, jeszcze większą popularnością niż dotychczas.

Niepokonane „Więzi” Zofii Kowalewskiej zgarniają kolejną nagrodę filmową.

Nieobecność reżyserki Zosi Kowalewskiej na festiwalu nie przeszkodziła w wygranej filmu „Więzi”. Wzruszający, ale i gęsty od żartów dokument o związku dwojgu starszych ludzi skradł serca publiczności i uzyskał tytuł BEST OFF 2016. „Więzi” to prawdziwa historia dziadków reżyserki. Główny bohater wraca do żony po ośmiu latach związku z inną kobietą. Małżeństwo stara się wrócić do normalności, ale nie jest to proste. Kąśliwość starszej pani i pokora nieporadnego nieco dziadka doprowadzają widza do rozpuku. Są jednak momenty, w których do oczu cisną się łzy. To unikalne połączenie komedii i dramatu powoduje, że widz czuje dosyt i chyba właśnie na tym polega sukces „Więzi”.

Na luzie i bez patosu.

Festiwal Best OFF unika patosu i zbędnego splendoru. Stawia na na luz i przyjazną atmosferę. Podczas seansu można było coś przekąsić, czy wypić piwo zakupione w barze kina „Luna”. Organizatorzy nie tworzą też dystansu między widzami a twórcami filmów. Publiczność podczas dyskusji miała okazję zapytać reżyserów i scenarzystów o co tylko chciała. Wszyscy dostali także zaproszenie na afterparty w pobliskim klubie „Plan B”, w którym mogli spotkać się i porozmawiać z ulubionymi twórcami oko w oko.

Cóż, pozostaje pogratulować Zofii Kowalewskiej wygranej, a organizatorom świetnej imprezy. Oby tak dalej!