Stand-up staje się coraz bardziej popularną formą rozrywki. Bartłomiej Korbel, założyciel organizacji Stand-up No Limits i znany komik, Maciej Brudzewski, opowiedzieli nam, jak od kuchni wygląda branża stand-up.

Czy stand-up jest dziś powszechną rozrywką w Polsce?

Maciej Brudzewski: - Polska scena komediowa musiała bardzo potrzebować czegoś świeżego, mocnego i z przytupem, żeby doszło do takiej eskalacji komików, jak i wysypu scen stand-up, rozsianych po całym kraju. Praktycznie w każdym większym mieście można znaleźć 2 lokale, w których raz lub dwa razy w miesiącu mają swoje występy najlepsi stand-uperzy z całej Polski.

Z czego wynika popyt na tego typu rozrywkę?

M: - W Polsce dzieje się zbyt dużo i zbyt gwałtownie, żeby nie zaistniała potrzeba nowego sposobu komentowania rzeczywistości. Bezpośredniego, mocnego, z typowym dla nas prześmiewczym poczuciem humoru. Stąd też wzięło się aktualne zainteresowanie stand-upem. Są zarówno Ci zainteresowani słuchaniem i oglądaniem, jak i samym występowaniem na scenie. Popyt na ten rodzaj bezpardonowej komedii rośnie, dzięki czemu wzrasta też jakość występów i liczba komików, którzy zapełniają coraz to większe kluby i lokale. Wchodzimy w nową erę komedii w Polsce.

Jak wyglądały początki organizacji BeKa Events?

Bartłomiej Korbel: - Stand-up organizuje się w klubach, lokalach gastronomicznych, w domach kultury również, ale przy tym trzeba już „mieć nazwisko”, żeby sprawniej to organizować i sprzedawać bilety. Początki były ciężkie ze względu na to, że trzeba było przekonywać właścicieli miejsc do tej nieznanej im formy sztuki. Przez to, że stand-up porusza tematy tabu, występują w nim przekleństwa, wielu z nich miało niesmak i rezygnowało po pierwszym występie, mimo że odniósł sukces. Istniejemy jako organizacja już od trzech i pół roku i to podejście na szczęście się zmieniło.

Czym jako Stand-up No Limits wyróżniacie się na tle innych tego typu projektów?

B: - Nie mamy stricte swoich komików. Zapraszamy różnych stand-uperów z całej Polski. Znając ich materiały i możliwości, organizuję wydarzenie, które ma najwyższą jakość. Łączę tak komików, żeby publiczność zawsze dobrze się bawiła i znalazła coś dla siebie.

Czy uważasz, że w tej formie są jakieś „granice przyzwoitości”?

B: - Jeżeli chodzi o treść, jak widać po niektórych występach, nie ma. Komicy często są dosadni, nie szczędzą przekleństw i trywialnych żartów pt. kupa i penisy. Ale ile można o tym mówić? Takie osoby są szybko przez środowisko nazywane „kasztanami”… Osobiście, cenię komików, których monologi niosą jakieś głębsze przesłanie, które nie są obśmianiem dla samego obśmiania. Mistrzem według mnie jest Abelard Giza, który jest chyba najpopularniejszym w Polsce komikiem z tego gatunku. Jego treści stand-upowe niosą ogromny przekaz. Mówię tu np. o programie „Proteus vulgaris”, który miałem przyjemność organizować albo „Ludzie, trzymajcie kapelusze”. Niektórzy w Polsce jeszcze tego nie widzą, bo kabaret czy „kasztański stand-up” (śmiech) nauczył ich, że potrzebują właśnie tych prostych żartów i nie potrafią dostrzec głębi przekazu.

Czym różni się publiczność kabaretowa od stand-upowej. Czy właśnie tym?

B: - Generalnie może niczym. Osobiście kabaret kojarzy mi się jednak z taką przaśnością, z festynami, z takim klimatem amfiteatralnym, gdzie przyjeżdżają turnusy, żeby się pośmiać z faceta, który przebrał się za babę, bo to w ich odczuciu już jest śmieszne. Z prostymi żartami, które nie wymagają głębszego zastanowienia. W stand-upie także ciągle zdarzają się komicy, którzy serwują proste żarty, ale są tacy, jak Antek Syrek Dąbrowski, Czarek Jurkiewicz, czy Jacek Stramik (mistrz od czarnego humoru), którzy tworzą bardzo inteligentne programy dla odbiorcy, który chce czegoś więcej niż ubawu po pachy z prostych żartów.

Różnica jest chyba też taka, że dystans między stand-uperem a jego publicznością jest skrócony. Ten kontakt wygląda inaczej niż w przypadku kabaretu. Wszyscy znamy gwiazdy kabaretu, a czy są gwiazdy stand-upu?

B: - Jasne, że są gwiazdy stand-upu! To prawda, że ten dystans jest skrócony. Znam komików, którzy są rozpoznawalni i mają wielu fanów. Jednocześnie nie stronią od nich, dbają o ten kontakt. Stand-up jest w pewien sposób luźną formą, w której ta wymiana energii jest potrzebna. Ponieważ jest to dosyć świeża forma w Polsce, zajmują się nią w większości ludzie młodzi, którzy nie mają problemu z nawiązywaniem kontaktów, są otwarci i podchodzą do tego na luzie. Zawsze podadzą dłoń, pogadają, a nawet napiją się razem„procentów”. Ta granica jest przesunięta.

Czy da się żyć ze stand-upu?

B: - Oj tak... To znaczy organizatorzy nie, komicy tak. (śmiech)

Zdarzają się komicy, którzy ewidentnie robią to dla pieniędzy? Tzn. kiedy schodzą ze sceny nie odznaczają się już takim poczuciem humoru?

B: - W większości przypadków komicy tak samo jak na scenie, tak i poza nią są zabawni i pełni dystansu do siebie. W stand-upie, ogólnie na scenie musisz być autentyczny, każdy robi to z pasji, a gdy są jakieś pieniądze to naturalnie dodatkowy atut, na początku jednak nie ma ich wiele, trzeba zacząć. Co do poczucia humoru, polecam przebywać w towarzystwie np. Maćka Brudzewskiego bo siedzi obok (śmiech), czy Rafała Paczesia. Piotrek Szumowski! Jeśli mówimy o niezwykłych osobach również prywatnie to nie można go pominąć, to jest genialny człowiek i komik! Zrobił podróż dookoła świata, występował ze swoim stand-upem na pięciu kontynentach, w różnych zakątkach świata, w trzech językach. Więc to jest postać, o której warto powiedzieć i właśnie taka, która ma dla mnie zabawne poczucie humoru na co dzień.

Jaki masz stosunek do amerykańskiego stand-upu, który jest tam niezwykle popularna formą rozrywki?

B: - Bardzo lubię amerykański stand-up. Wielu komików w Polsce zaczynało od tego, że oglądali amerykańskich artystów i czerpali od nich inspiracje. Takie moje perełki to Louis C.K., czy Eddie Murphy. Oni we mnie zaszczepili tą kulturę. Amerykański stand-up jest na dużo wyższym poziomie organizacyjnym no i także merytorycznym. W Polsce, ktoś, kto występuje np. 7 lat ma już duży dorobek i te materiały są coraz lepsze. A co dopiero w Stanach, jak ktoś ma 20-letnie doświadczenie? Wiadomo, ma lepsze puenty, lepsze przesłanie. I co ważne, nie bawi tylko w taki sposób, że ludzie biją brawo i głośno się śmieją. Jest dużo żartów, które powodują, że uśmiechamy się w duchu i ma to swoją wartość. W Polsce też, ale w większej mierze w Stanach są artyści, którzy mają tzw. swoje speciale, czyli solowy materiał trwający około godziny, cały program, który przeplatany jest żartami i poważniejszymi „rozkminami”, nie wywołujący od razu typowych reakcji rozbawienia jak wybuch śmiechu i brawa. O tym, że widownia wybierze taki występ świadomie świadczy o jej dojrzałości i o tym, że publiczność poszukuje czegoś więcej niż typowy śmiech powodujący wypieki na policzkach.

Da się wyróżnić jakieś style w stand-upie?

B: - Jest ich dużo. To zależy od komika. Niektórzy artyści na scenie używają np. tzw. one-linerów, czyli sypią krótkimi, zabawnymi tekstami, jest też tzw. storytelling, czyli opowiadanie historii, budowanie wokół niej odpowiedniej atmosfery. Takim komikiem w Polsce, który tworzy swój program na podstawie jakiegoś opowiadania jest Rafał Banaś.

Zajmujesz się organizacją, ale czy kiedyś sam próbowałeś występować?

B: - Komicy na pewno by to potwierdzili – jestem straszny na scenie w formule stand-up (śmiech). Oczywiście prowadzę stand-up i wychodzę na scenę, bo to kocham i to jest moja pasja. Błaźnię się na tej scenie, sypię na rozgrzanie jakieś żarty, ale nie jestem zabawny i dobry – może tak to powiem. Aczkolwiek nigdy nie napisałem też prawdziwego materiału i nie spróbowałem na Open Mic'u. Raz zostałem zaproszony do udziału w tzw. „ROŚCIE anty komedii” Piotra Popka, który jak nazwa wskazuje nie miał być śmieszny, więc o czymś to świadczy. (śmiech)

Organizujecie nie tylko typowy stand-up, ale i ROASTY. Zrobiliście m. in. ROAST Krzysztofa Skiby. Na takich wydarzeniach komicy „rzucają w siebie mięsem”, nie ma co ukrywać. Czy zdarza się, że po występie powstają jakieś konflikty, ktoś się na kogoś obraża?

B: - Komicy raczej znają swoje niedoskonałości i sami chętnie je obśmiewają. Kiedy dwóch stand-uperów się lubi i szanuje na co dzień, nie ma z tym żadnego problemu. Generalnie, na takich występach gromadzi się grupa ludzi, którzy się po prostu lubią. Ci, którzy się nie darzą sympatią, nie występują razem na scenie. Więc te relacje gdzieś tam za kuluarami są już ustalone.

Jakie są wasze cele na najbliższą przyszłość?

B: - Przede wszystkim – przekonanie publiczności do tej formy sztuki. Pracujemy właśnie nad projektem, który polega na otworzeniu nowych scen stand-upowych w całej Polsce. Mamy swoich menadżerów, którzy podzieleni są na północ, południe i centrum, i którzy szukają miejsc, w których stand-up zagości na stałe. Chcemy, żeby ludzie traktowali wyjście na stand-up jak wyjście do teatru czy kina, i docenili jego wartość. To jest dla mnie priorytet. Oprócz tego chciałbym wznowić cykl „Gala szyderców” z udziałem największych gwiazd stand-upu.

Koszykowa 55, której jesteś menadżerem stała się ostatnio jednym z miejsc, gdzie można oglądać stand-up. Co czeka nas w najbliższym czasie właśnie tutaj?

B: - Trzeba powiedzieć, że rodzi się tu bardzo profesjonalna scena. Ponieważ sam działam w tej branży, wiem, czego potrzeba komikom pod względem organizacji, a czego publiczności. Odbywają się tu regularnie darmowe występy Open Mic. Podczas najbliższego, który już w środę 21 czerwca, zobaczymy Piotrka Szumowskiego, komika, który jak wspominałem wcześniej, przejechał „cały świat” ze swoim stand-upem. Bilety dostępne na biletyna.pl. Zapraszam!




Bartłomiej Korbel
- właściciel Agencji artystycznej BeKa Events, jednej z trzech agencji w Polsce zajmującej się organizacją wydarzeń stand-upowych. Twórca projektu Stand-up No Limits, który polega na organizowaniu występów przy współpracy z komikami z całej Polski i łączeniu na jednej scenie różnych stylów stand-upowych. Członek stowarzyszenia Menadżerowie Kultury i generalny menadżer warszawskiej klubokawiarni „Koszykowa 55”. Na co dzień zajmuje się organizacją, planowaniem i prowadzeniem imprez kulturalno-rozrywkowych w formule stand-up comedy show.



Maciej Brudzewski to stand-upowiec z Olsztyna – scenę komediową podbija od 2 lat, bawiąc publiczność z całej Polski. Nietuzinkowym poczuciem humoru i jakością swojego stylu wywalczył m. in.: występ w programie TVP „Tylko dla dorosłych”, programie Comedy Central „Comedy Club”, finał drugiej edycji „Antrakt Stand-Up Festiwal” oraz pierwsze miejsce w „Stand-Up War 2016”, indywidualnie i grupowo.