Mieszkańcy bloków często miewają problemy z sąsiadami, którzy wychodzą na papierosa na balkon lub palą go w oknie. Dym unosi się i, co tu ukrywać, zasmradza sąsiednie mieszkania. Pytanie więc, czy można z tym coś zrobić w świetle prawa?

W tym przypadku nie można się posłużyć takimi samymi argumentami, jakich używa się w kwestii grillowania na balkonie, które, jak już pisaliśmy, również budzi wiele kontrowersji.

Jedynym przypadkiem, kiedy z całą pewnością odpowiednie służby, jeśli zostaną wezwane, mogą ukarać palacza mandatem, jest sytuacja, kiedy wyrzuca on niedopałki na ziemię. Ale nie łudźmy się, to może doprowadzić tylko do tego, że zrobimy sobie z sąsiada wroga, który następnym razem będzie wrzucał niedopałki do popielniczki, ale wciąż będzie kopcił do naszych okien.

Art. 5 ust. 1 ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu wskazuje miejsca, w których palenie papierosów jest zakazane. Są to m.in. przystanki autobusowe, place zabaw oraz inne miejsca, w których przebywają dzieci czy pomieszczenia użytku publicznego. Kiedy jednak balkon należy tylko do pojedynczego lokalu, to jest miejscem prywatnym i w świetle prawa jego właścicielowi nie można zabronić palenia tam papierosów.

Z pomocą mogą przyjść wewnętrzne regulaminy spółdzielni, w których można zapisać karę za palenie tytoniu w taki sposób, który przeszkadza reszcie mieszkańców. Jeśli na palaczy nie podziałają prośby, a spółdzielnia nie chce się do tego wtrącać, sprawę można skierować do sądu. Wyrok naturalnie będzie zależał od wielu okoliczności i indywidualnej oceny sytuacji przez sąd, ale dla uzyskania oczekiwanego przez nas rozstrzygnięcia, można wystąpić z pozwem o zakazanie niedozwolonych immisji, w myśl art. 144 kodeksu cywilnego:

Art. 144. Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.

Wprawdzie podobne sprawy często można załatwić polubownie, ale bywają sąsiedzi – palacze, którzy nie chcą słuchać żadnych próśb i nie trafiają do nich żadne argumenty, nawet takie, że w mieszkaniu jest małe dziecko, którego zdrowie staramy się chronić.