Dzieci, które walczą z białaczką, w połowie polskich szpitali muszą walczyć jeszcze z bólem, bo lekarze pobierając szpik stosują tylko znieczulenie miejscowe. Lekarze bronią się niejasnymi argumentami mówiąc, że... nie wiedzieli, iż dzieci wyją z bólu i myśleli, że po prostu histeryzują ze strachu przed białym fartuchem.

Matki dzieci chorych na białaczkę mówią, że nie wiedziały o możliwości znieczulenia, albo bały się o nie poprosić w obawie, że lekarz będzie nieprzychylny dziecku.
Lekarze tłumaczą, że nie zdawali sobie sprawy, że zabieg pobierania szpiku kostnego może być aż tak bolesny i wymaga silniejszego znieczulenia. A pojawiający się w trakcie biopsji płacz jak sądzili nie miał związku z bólem. Myśleli, że dzieci boją się szpitala i białego fartucha.

– Podejrzewam, że nie jest to wina lekarzy, tylko dyrektorów szpitali, którzy odpowiadają za organizację pracy – mówi Damian Patecki, lekarz w trakcie specjalizacji z anestezjologii, wiceprzewodniczący Stowarzyszenia OZZL. – Lekarz wie, że jeśli chce wykonać jakąś procedurę w znieczuleniu ogólnym, musi mieć pewność, że będzie miał do dyspozycji anestezjologa. A nie zawsze jest to możliwe – dodaje. 
Szpitale zapowiedziały, że zmienią procedury i będą wykonywały dzieciom biopsje szpiku w znieczuleniu ogólnym. Sprawą zainteresował się też Rzecznik Praw Pacjenta. Zapowiedział kontrole w tych placówkach, gdzie chorym dzieciom odmówiono właściwego znieczulenia (m.in. w niektórych szpitalach w Poznaniu, Krakowie, Katowicach). – Nie możemy dopuścić, żeby dzieci tak cierpiały w XXI wieku. Poprosiliśmy o opinię konsultantów krajowych do spraw anestezjologii oraz do spraw hematologii i onkologii dziecięcej. Będziemy podejmowali działania, włącznie z postępowaniem w sprawie naruszenia zbiorowych praw pacjenta – powiedział Grzegorz Błażewicz, zastępca Rzecznika Praw Pacjenta.