Tuż przed reprezentacji Polski z Czarnogórą, który był przypieczętowaniem naszego awansu na mundial miało miejsce bardzo miłe wydarzenie dla małego Franka, który towarzyszył wyprowadzającemu naszą kadrę Robertowi Lewandowskiemu.

Franek od urodzenia zmaga się z rzadką, nieuleczalną chorobą SMARD1, czyli przeponowo-rdzeniowym zanikiem mięśni. Oddech i życie dzielnego kaliszanina nieustannie wspomaga respirator. Franek jest intensywnie rehabilitowany po to, żeby jak najdłużej utrzymać jego sprawność. Walczy z przeciwnościami losu, ale też spełnia swoje marzenia. Jedno z nich ziściło się w niedzielę na stadionie PGE Narodowym tuż przed początkiem meczu Polska – Czarnogóra w ramach eliminacji do MŚ 2018.

-Franek to po prostu fajny chłopak i świetnie się z nim rozmawia - wyznał w pomeczowym wywiadzie dla TV Polsat Robert.




-Widzieliśmy się w hotelu, był też z nami na treningu, zadawał pytania. Cieszę się, że w taki sposób można pomagać - kontynuował. - Powiem szczerze, że dla mnie, zarówno wczoraj jak i dziś, to też był stres. Bardzo chciałem żeby wszystko poszło dobrze. Okazało się, że Franek był dzisiaj zrelaksowany, dał radę i chwała mu za to ! Dla tak małego chłopca wyjście z piłkarzami i blisko 60000 ludzi na stadionie to naprawdę wielkie wydarzenie. Wyszło idealnie ! Najważniejsze jest to, że marzenie Franka się spełniło. Chciałbym podziękować wszystkim osobom, dzięki którym udało się to spotkanie i to wydarzenie doprowadzić do skutku. Nie ma co ukrywać, że nie było to łatwe. Takie gesty, takie sytuacje na pewno cieszą, a tak naprawdę nic nie kosztują
- dodawał Robert Lewandowski