Każdy z nas doskonale wie, jak bolesne i trudne do wyleczenia jest poparzenie. Zwłaszcza jeśli dotknięty jest nim większy fragment skóry. Z bólu i bezradności często chce nam się wtedy płakać i myślimy, że jedynym panaceum jest bardzo silny środek przeciwbólowy. Ale to nie prawda, bo na rynku istnieje coś, co bardzo szybko może nam przynieść ulgę i zdecydowanie przyśpieszyć proces gojenia.

Opatrunek hydrożelowy, bo o nim mowa jest miękki, delikatny, chłodny i co ciekawe – wilgotny. Firma Kikgel z Ujazdu nieopodal Tomaszowa Mazowieckiego produkuje ich rocznie ponad milion na podstawie licencji, której udzieliła jej Politechnika Łódzka. Co ważne, opatrunki które są dostępne w różnych formach i rozmiarach można zastosować zarówno podczas leczenia ran poparzeniowych, zakażonych odleżynowych jak i w przypadku innych, trudno gojących się. Producent dostarcza je do lecznictwa zamkniętego i służb ratunkowych w kraju i za granicą oraz do aptek, gdzie można go kupić w przystępnej cenie - opatrunek o rozmiarze 6x12 cm kosztuje ok. 4,70 zł.



Technologia ich wytwarzania została opracowana ponad dwadzieścia lat temu przez zespół naukowców z Międzyresortowego Instytutu Techniki Radiacyjnej na Wydziale Chemicznym Politechniki Łódzkiej. Nad procesem czuwał prof. dr. hab. inż. Janusz M.Rosiak. Okrycie opatentowano w Polsce, Niemczech, Wielkiej Bytanii i Stanach Zjednoczonych. Jak potwierdzają badania, opatrunki hydrożelowe nowej generacji są zdecydowanie skuteczniejsze niż klasyczne. Utrzymują odpowiedni poziom wilgoci na powierzchni rany i dzięki temu, znacznie przyśpieszają proces gojenia m.in.: ziarninowanie, czyli powstawanie ziarniny składającej się z tzw. naczyń włosowatych, a następnie nowego, zdrowego naskórka. Ich właściwości sorpcyjne pozwalają na łatwe wchłanianie płynów, czyli wydzieliny z rany wraz z mikroorganizmami i zatrzymanie jej w strukturze hydrożelu, który chroniąc ranę przed bakteriami z zewnątrz umożliwia jednak przepuszczanie gazów w tym powietrza. To bardzo istotne, bo bez dostępu tlenu do rany mogłoby dojść do martwicy tkanek.

Niezwykle istotne jest również to, że opatrunki hydrożelowe działają też chłodząco i kojąco oraz nie przywierają do rany. Dzięki temu, możliwa jest bezbolesna zmiana opatrunku, bez zdarcia delikatnego, świezo odbudowanego naskórka. A także fakt, że są one elastyczne, miękkie i łatwe w formowaniu oraz przezroczyste więc pozwalają na ciągłą obserwację procesu gojenia się. Technologia, którą opracował zespół Politechniki Łódzkiej i z powodzeniem stosuje firma Kikgel jest zdecydowanie prostsza i tańsza od technologii stosowanych przez innych producentów opatrunków hydrożelowych, gdyż tworzenie hydrożelu i sterylizacja zachodzą jednocześnie, na tym samym etapie produkcji, w gotowych handlowych opakowaniach.



Jak wyjaśnia profesor Janusz Rosiak: -Technologia jest bardzo prosta, tania i uniwersalna i polega na zmieszaniu różnych składników, wśród których 90 procent stanowi woda. W ciepłej wodzie rozpuszcza się polimery naturalne i syntetyczne, podobnie jak w domu rozpuszcza się żelatynę podczas przygotowywania galaretki. Otrzymany roztwór wlewa się do odpowiedniej formy, w której zastyga. Po wyjęciu z formy otrzymane "galaretki" są umieszczane w opakowaniach i transportowane do Warszawy, gdzie zostają poddane sterylizacji radiacyjnej.

Bardzo ważny jest dobór odpowiedniej dawki promieniowania jonizującego, bo nie tylko pozbawia opatrunki mikroorganizmów, przez które może dojść do zakażenia rany, ale również powoduje sieciowanie polimerów (tworzenie się trwałych połaczeń pomiędzy ich łańcuchami). Usieciowane polimery tworzą hydrożel, który już się nie rozpuszcza. Istotne jest to, żeby nie przesadzić ze sterylizacją, bo nadmiernie usieciowany hydrożel nie będzie miał właściwości sorpcyjnych, niezbędnych do wchłonięcia wysięku z rany. Opatrunki hydrożelowe mogą wchłonąć płyny ustrojowe w ilości zbliżonej do własnej objętości, co pomaga w skróceniu czasu gojenia ran o ok. 30 procent.


Co ciekawe, opatrunki hydrożelowe umożliwiają również podawanie chorym leków. -Lek nałożony na zewnętrzną powierzchnię opatrunku okrywającego ranę będzie stopniowo się rozpuszczał i przedyfunduje przez objętość opatrunku do rany. -Taka metoda podawania leku sprawia, że w organizmie jest stałe jego stężenie, gdyż lek jest dostarczany ze stałą szybkością, a dzięki temu działa skuteczniej - mówi prof. Janusz Rosiak.

Być może już wkrótce opatrunki hydrożelowe będą stosowane również podczas leczenia ran cukrzycowych. Od kilku lat, zespół profesora Rosiaka pracuje bowiem nad zastosowaniem opatrunków hydrożelowych, do regeneracji uszkodzonych tkanek, poprzez nasączenie ich proteiną przyspieszającą zarastanie ran. Badania na układach komórkowych wypadły pozytywnie, teraz konieczne są próby na zwierzętach. W projekt zaangażowani są także dr inż. Bożena Rokita i dr inż. Sławomir Kadłubowski oraz prof. dr. hab. Leszkiem Czupryniakiem, prezesem Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.